poniedziałek, 11 lutego 2013

9

17 lutego 2012 r.
Piątek. Wszyscy żyli już weekendem, nikomu nie chciało się uczyć, ale sporo osób przyszło do szkoły. Było dosyć ciepło na tę porę roku. Łagodny wiatr wiał w twarze obojętnych gimnazjalistów. Jennifer obudziła się dosyć wcześnie. Zrobiła śniadanie dla mamy, taty i siostry, która miała zabrać mamę na zakupy. 
- Harriet zaraz przyjedzie. - zaspana mama krzyknęła do taty, który lekko skinął głową. 
- Mamo nie zapomnij o śniadaniu. 
- Dziękuje Jennifer. 
Pożegnały się, a Jen jak co ranka wyruszyła do szkoły. Carla znowu nie było pod klasa, zostawił torbę i znów gdzieś poszedł. Po wczorajszej rozmowie i tym co zaszło u niej, była szczęśliwa i ufała mu. Przywitała się z Catherine i Sandrią, które przyszły tak wcześnie jak ona. 
- Lekcje dopiero za pół godziny, ale nie mogłam się oprzeć i nie przyjść porozmawiać z tobą Jen. Opowiedz mi co teraz z Lexi? - Sandria jak zwykle nachalnie pytała o każdy szczegół życia Ekipy. To stawało się już uciążliwe i wkurzające. Natalie wiele razy mówiła jej, że powinna przestać być taka nie dojrzała, ale ona ciągle w swoim świecie. Komputer i gry. 
- Wiesz, nie mam zamiaru rozmawiać i zadawać się z osobą, którą traktowałam jak siostrę. Teraz jest dla mnie nikim.
Mówiła szczerze. Każde złe zdanie o Lexi przysparzało ją o taką niechęć do samej siebie. Może to z powodu ogromnej sympatii do nowo poznanej koleżanki nie zauważyła tego jaka ona jest na prawdę? Sama już nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Jednak mimo wczorajszych wydarzeń, zza rogu zobaczyła uśmiechniętą Lexi u boku Carla. Kiedy zobaczyli Jen, pożegnali się i rozdzielili. 
- Rozmawiacie ze sobą? - niepewnie zapytała go Jennifer, kiedy podszedł. 
- Oj kotuś, no nie bądź zazdrosna.
- Zazdrosna? Ona wczoraj chciała rozwalić nasz związek, skłócić nas ze sobą, a ty twierdzisz, że jestem zazdrosna?
- Nie dawno chciałaś mnie zostawić dla Martina, potem Philipa i Johnego, a ostatnio dla Chrisa. Nie uważasz, że to trochę nie fair? Skoro ty masz "przyjaciół" to ja mam przyjaciółkę.
- Okej, nie musisz się unosić. Po za tym, moi przyjaciele nie niszczą nam związku. 
Odeszła. Czuła, że zaraz uroni łzę. Nie chciała przy nim płakać, pokazywać bezsilności. Chciała tylko, żeby była dla niego jedyną, a nie jedną z wielu. Wszystko wymykało się spod kontroli. Kłótnie, wieczne sprzeczki. Nie dawała rady. Wykańczała się fizycznie i psychicznie. Myślała o najgorszej opcji odreagowania, ale nie dała za wygraną. Paliła kiedyś jednego papierosa, może dwa, ale to nie był nałóg. Nie smakowało jej to, ani nie odstresowywało. 
Wiedziała, że nie może palić. Carl tego nie pochwalał, a ona sama robiła to tylko jak nie dawała już sobie sama rady. Czas w szkole znów przeleciał strasznie szybko. Przetrwała. Nie rozmawiała już potem z Carlem, on zresztą na każdej przerwie był z Lexi, swoją jak to określił "przyjaciółką". Może faktycznie przesadzała? Może tylko się przyjaźnią? Nie wytrzymała. Musiała z kimś porozmawiać. Na szczęście Natalie była w pogotowiu. Rozmawiały, rozważały różne opcje.  W każdym razie ta rozmowa przyniosła wiele dobrego. Podtrzymała Jen na duchu. Stwierdziła, że nie ważne co się stanie, ona będzie walczyć. O prawdziwą miłość i uczucie tak mocne do drugiego człowieka - zawsze warto. Podjęcie takiego ryzyka ,odrzucenia i cierpienia, przerażało ją, ale była gotowa się poświęcić. Dla miłości wszystko - powiedziała sobie wracając do domu. Rzuciła torbą, zjadła obiad z rodzicami i Harriet. Potem oby dwie rozmawiały na ten temat, zwierzyła się jej pierwszy raz z takiej ważnej sprawy. Siostra rozumiała ją najlepiej. Miała już męża i córeczkę, ale zawsze znajdywała czas dla Jen. Kochały się. Zawsze trzymały się razem, od małego. Wiek Harriet nie przeszkadzał im w zrozumieniu teraźniejszych problemów nastolatków. Stwierdziła, że w miłości zawsze jest tak samo. Dwie osoby się kochają i nie ma znaczenia jakie są czasy. Starożytność, średniowiecze czy obecna chwila. Uczucie było, jest i będzie najważniejsze. Uśmiechnęły się i każda wracała powoli do swoich obowiązków. Harriet do córki i męża, Jennifer do nauki, kolacji i spania. Sen jest najlepszy na smutki - pocieszał ją tata. Dobrze, że mam takiego tatę, myślała sobie przed snem. Byli bardzo zżytą rodziną, nic więcej się nie liczyło, tylko oni.. dlaczego? Ponieważ Oni byli zawsze. Mimo wszystko. Zawsze. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz