niedziela, 10 lutego 2013

7

15 lutego 2012 r.
Jennifer nie spała całą noc. Myślała o tym co powiedział jej Carl, o pocałunku i o tym, że ona wszystko zniszczyła, a on jak zwykle walczy za dwóch. Kocham go - stwierdziła robiąc poranną toaletę i nakładając delikatny róż na usta. Była środa, czyli esej z polskiego i o 16 korki z matematyki. Męczyła ją już szkoła, nauka, obowiązki, zadania domowe... ale tego dnia miała za dobry humor i takie rzeczy nie miały żadnego znaczenia. Czekała na Roxane, z którą się umówiła. Razem poszły do szkoły i rozmawiały o wczorajszych walentynkach. 
- Jen jak tam prezent od Carla? Słyszałam, że dobrze się spisał. 
- Widzę, że Oliver ma długi język.
- Oj tam, Oliver tylko się stara o to, żebyście byli szczęśliwi.
- Skoro tak mówisz. Dobra w każdym bądź razie, Carl kupił mi różę, pocałował i przeprosił. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest dobrze. 
- To się bardzo cieszę.
- A co ty dostałaś od Lucasa łobuziaro?
- Misia i czekoladę. 
- To fajnie, a jakiś buziak czy coś?
- Niestety nie. - odetchnęła Rox. - Z nim jest strasznie trudno dojść do jakiegoś bliższego zbliżenia.
- Nie przesadzaj, przecież wiesz, że mu trudno po stracie ojca. 
- Wiem jakie to trudne, ale nie można po tym się bawić uczuciami lasek.
- Nie przeżywaj Rox, między wami się jeszcze ułoży, zobaczysz.
- Dobra ja spadam, widzę Olivera, muszę z nim pogadać o tym nieszczęsnym plakacie na historie. Do zobaczenia potem. 
- Pa mała. 
Jenn ruszyła prosto do szatni. Zostawiła w szafce kilka książek, które byłyby zbędne na pierwszych lekcjach. Na schodach spotkała Natalie i Viki, które szły do sklepiku po ich ulubione krakersy. Po dotarciu pod salę, bardzo się zdziwiła. Torba Carla była rzucona koło kaloryfera, ale Jego nie było. Pomyślała, że mógł pójść do toalety, więc bez dłuższego rozwodzenia się podeszła przywitać się z chłopakami ze swojej klasy. Michael, Jack, Andy, Matt i Tomas siedzieli jak zwykle na parapetach koło sali z angielskiego. 
- Cześć Jen. Z każdym dniem coraz ładniejsza. - stwierdził Andy. 
- Siema. Proszę cię, tylko mnie tu nie bajeruj. Chłopaki widzieliście może Carla?
- Poszedł do góry. Nie wiem dokładnie gdzie, ale widziałem jak gadał z Lexi. 
Serce zabiło jej tak mocno, że myślała, że zaraz wypadnie jej z piersi. Lexi? Co on mógł robić z Lexi? Dziwne, myśli przeszywały jej głowę, ale po chwili się uspokoiła. Przecież on mnie kocha - powtarzała sobie. - I nic tego nie zmieni, a Lex to moja przyjaciółka. Pewnie chodzi o olimpiadę albo coś związanego ze szkołą. Po 10 minutach Carl przyszedł po cichu pod klasę i objął Jen od tyłu tak, że aż drgnęła. 
- Witaj skarbie. - szepnął jej do ucha. 
- Cześć. Wystraszyłeś mnie głupolu. 
- Przepraszam, jakoś ci to później wynagrodzę. Może po lekcjach?
- Bardzo chętnie. - pocałowała go w policzek, a on odwzajemnił jej to muśnięciem wargi. 
Lekcje mijały bardzo szybko, na każdej spoglądali na siebie i ukradkiem uśmiechali. Byli szczęśliwi. Na plastyce do Jack'a napisał Chris. Sms był do Jennifer, więc chłopak przekazał jej telefon."Jack przekaż to Jenn. : Hej piękna. Kończę o tej porze co ty, może przyjechać po ciebie?" Na początku myślała, że to jakiś żart, ale on mówił serio. Trochę ją przerażał fakt, że Carl może być za to zły, ale przecież podwiezienie przez zwykłego kolegę to chyba jeszcze nie przestępstwo. Zgodziła się, a Jack uśmiechnął się do niej i powiedział "Dobrze zrobiłaś." O co mu chodziło? Nie miała pojęcia. Pożegnała się z Carlem,  ale Christopher niestety
przyciągnął zainteresowanie. Nowy skuter skupiał uwagę prawie wszystkich, a wsiadanie i jazda na nim to już kosmos. 
- Nie wiem czym inni się tak zachwycają. - stwierdziła Jen kiedy dotarli pod jej blok.
- Może nie chodzi o skuter, tylko o kierowcę? - odpowiedział Chris.
Po tych słowach oboje zaczęli się śmiać. Rozmawiali, dyskutowali na temat szkoły, durnych zadań domowych, ale robiło się późno. 
- Musze już iść głupku.
- Mogę cię podwieźć na te twoje korepetycje. Dla mnie to żaden problem. 
- Nie dzięki. Umówiłam się już z rodzicami, że mnie zawiozą, ale będę o tobie pamiętać w razie problemu z transportem. 
Pożegnali się zwykłym przytuleniem, jak robili normalni znajomi. Po powrocie z korków weszła szybko na skejpa. Pisała z Carlem, obgadali wszystko i nie był na nią zły. Położyła się spać o 22.
Christopher jest wspaniałym przyjacielem. Uwielbiam tego downa. Taki przyjaciel to ogromny skarb. - pomyślała Jen kładąc się spać. Zasnęła z uśmiechem na twarzy i wyświetlonym sms'em od Carla : "Kocham Cię, śpij dobrze kochanie :* ".



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz