14 lutego 2012 r.
Dzień zaczął się normalnie. Jennifer, wstała, umyła się, zjadła śniadanie i wyszła do szkoły. Przywitał ją Carl, który od razu wydał się jej jakiś inny. Przez cały dzień nic nie mówił, nawet nie odprowadził jej pod dom. Wydało jej się to dziwne. W domu zaczęła czytać walentynki od Catherine, jakieś śmieszne wierszyki od Masona, Ethana i Billa - na poprawienie humorku, ale żadnej kartki od Carla. Trochę ją to zasmuciło. W końcu bardzo go kochała i próbowała teraz już niczego nie zepsuć. Kiedy rozpakowywała książki i czekała na rodziców, ktoś zadzwonił. Wyświetlił się numer Olivera. Nie miała pojęcia co on od niej chce. Po chwili odebrała. W słuchawce ten sam słodki głos co zawsze.
- Cześć Jennifer. Słuchaj, która to jest twoja klatka i numer bloku?
- Ee.. siemka Ol. A po co ci to wiedzieć?
- Nie gadaj tylko powiedz, to ważne.
Jennifer wystraszona, że coś mogło się stać Carlowi, albo Oliverowi natychmiast podała adres.
- Okej, dzięki. A teraz zejdź na dół. - powiedział Oliver. W głosie wyczuwała jego podniecenie, ekscytację.
- Dobrze, ale czy coś się stało?
- Zaraz się dowiesz, chodź na dół.
Zakończyła rozmowę, ubrała się w jakieś spodnie z dresu, bluzę i adidasy. Zbiegła najszybciej jak mogła, jednak przed otworzeniem drzwi stanęła. Nie wiedziała zupełnie czego się spodziewać i o co może chodzić. Szybko jednak zmieniła nastawienie i wyszła. Przed blokiem czekał Carl i Oliver, który powiedział coś w stylu "Powodzenia!" i odszedł. Carl natomiast stanął przed Jen bardzo blisko i wtedy już przypuszczała o co chodzi. Zza pleców wyciągnął piękną, czerwoną różę, ozdobioną różową wstążką. Pocałował ją w policzek i jak gdyby nigdy nic - przeprosił. On. Chociaż wina była po jej stronie to on wypowiedział to słowo "Przepraszam".
- Carl, dziękuje. Dobrze to zorganizowałeś, nigdy bym się nie domyśliła, ale...
- Żadnych, ale Jen, proszę...
- Ale to ja powinnam przeprosić. Bawiłam się tobą od dłuższego czasu i bardzo cię za to przepraszam. Po kłótniach z moją siostrą Harriet, po śmierci dziadka, nie umiem się jakoś pozbierać i odnaleźć. Ucierpiałeś na tym przepraszam. Kocham Cię Carl, najbardziej na świecie.
- Myszko, wiem, że ci trudno, ale jakoś to będzie. Damy radę. A wiesz, dlaczego? Bo cię kocham i nie pozwolę żebyś była smutna i nie szczęśliwa. Jesteś moja i nikomu cię nie oddam skarbie. - Pocałował ją w usta, poczuła takie ciepłe i przyjemne uczucie. Kochała go. Tyle wiedziała na pewno. Wiedziała też, że poświęcił się dla niej i nie poszedł na autobus, że będzie DLA NIEJ wracał piechotą jakieś 4 km. Pożegnali się, a potem cały wieczór pisali na skejpie. Rozmawiali tak normalnie. Było dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz