21 lutego 2012 r.
Jennifer czuła się okropnie już od rana. Miała zawroty głowy i bolał ją brzuch. Nie chciała iść do szkoły, ale mama jej nie pozwoliła zostać w domu. Powiedziała to swoje "Nie ma mowy, to pewnie, dlatego, że zbliża ci się miesiączka. To normalne w twoim wieku" i człowiekowi od razu robiło się jeszcze gorzej. Poszła. Z wysoko podniesioną głową. Wydawała się taka naładowana pozytywną energią, że nawet Carl zdziwił się, gdy zobaczył ją taką promienną. Rzucił jej bezczelne "Cześć" uśmiechnął się i poszedł. Pewnie do Lexi, ale ona udawała w ogóle nie zainteresowaną tym co się wokół niej dzieje. Była w innym świecie, świecie bez cierpienia. Lubiła swoje zatracanie się w marzeniach. Swoim nastrojem zaniepokoiła i zwróciła uwagę Natalie, dla której wydało się to dziwne.
- Zerwał z nią chłopak, a ona jest szczęśliwsza niż jakikolwiek inny szary człowieczek? - zapytała wcale nie zainteresowaną tym co do niej mówi Viki.
- Widocznie wzięła sobie do serca słowa z wczorajszego zdjęcia na fejsie "Głowa do góry. Pokaż mu co stracił." Nie martw się o nią. Da sobie radę.
- Myślę, że ona może coś brać.
- Masz na myśli narkotyki? Przesadzasz Natalie. To nie jest jakaś patologia, to nasza Jennifer. Ona i prochy? Może to ty nie myślisz trzeźwo, daj na luz.
- Ciebie w ogóle nie interesuje życie twojej przyjaciółki? Liczyłam, że mnie zrozumiesz. Jak zwykle się przeliczyłam. - Nat zabrała torbę i poszła w stronę biblioteki.
- Natalie zaczekaj, nie chciałam, żebyś tak to zrozumiała... Natalie! Przepraszam. - wołała za nią, ale było już za późno. "Ona szybciej chodzi niż ja biegam" pomyślała Viki.
Kiedy Nat wróciła pod klasę, Viktori już nie było. Pewnie poszła poszukać mnie w bibliotece - pomyślała. Podchodząc do Jen straciła całą wiarę w siebie. Podejrzewała, że to może mijać się z prawdą, jej podejrzenia mogą być zbyt drastyczne, a co gorsza podsunąć jakiś chory pomysł Jen. Nie chciała myśleć o konsekwencjach, musiała zapytać.
- Hej - pocałowały się w policzek. - Mam do ciebie poważne pytanie i liczę na poważną i prawdziwą odpowiedź.
- Okej.
- Bierzesz coś? Jakieś narkotyki, tabaka, cokolwiek? Muszę wiedzieć.
- Słucham? Co to za brednie? Znowu jakieś plotki na mój temat. Szlag by to trafił. Nie nic nie biorę, nie wciągam, nie połykam. Nie zażywam alkoholu i nie palę papierosów, mamo!
- Uf.. - odetchnęła Nat z ogromną ulgą. - Przepraszam, ale twój dobry humor trochę zbił mnie z tropu.
- Jakiego tropu? Po prostu próbuje nie zwracać uwagi na moje cholernie bez sensowne życie i tyle. Skoro cię to zaniepokoiło to znaczy, że idzie mi świetnie.
- Nie żartuj, chyba nie wiem co to znaczy mieć bezsensowne życie moja droga. Nie myśl tak, bo inni mają o wiele gorzej. Sytuacje ludzi na świecie są o wiele trudniejsze i nie narzekają.
- Dobra, dobra. Spokojnie. Już okej.
Przerwa obiadowa. Natalie i Viki poszły na obiad.
- Przyjdźcie do nas jak zjecie. - zawołała Catherine. - Będziemy tam gdzie zawsze.
Miała na myśli oczywiście miejsce przy dużym kaloryferze z drewnianą obudową. Przesiadywały tam z Jen zawsze. Rozmawiały i nabijały się z Elizabeth i Alison jak szczerzą się i posyłają słodkie całuski do Masona i Lucasa.
- Jennifer jak się czujesz? - zapytała Catherine wyciągając drugie śniadanie. - Chcesz? Mam chleb z nutellą.
- Czuję się dobrze. - kłamała. - Zjadłabym, ale mam swoje. Szyneczka i ogórek w zestawie. - zachichotała.
- Ojj nie patrz idzie Carl z Lexi. Po prostu udawajmy, że nie istnieją. - ostrzegła Cath.
- Proszę cię to szkoła, miejsce publiczne, mam prawo patrzeć na każdego. - spojrzała. No nie. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Carl całował się z Lex. Wokół nich zgromadziła się spora grupka dziewczyn z drugiej gimnazjum krzyczących "Gorzko, gorzko słodziaki." Jen odwróciła wzrok, udała, że wszystko okej i zaczęła jeść swoje śniadanie. Catherine nic nie powiedziała. Siedziały w ciszy... [ Powrót do domu] okazał się dość ciężki. Jennifer potykała się o kamienie, które były trudne do zauważenia przez pojawiające się masowo łzy w jej oczach. Weszła do domu, nikogo nie było. Tym razem zrobiła to. Pocięła się. Zapytała Amandę na skejpie czy robiła to żyletką. Ona powiedziała, że "tak", ale ostrzegła, że jak zobaczy ślady cięć na ręce Jen to jej jutro nie odpuści i coś jej zrobi.
- Nie no co ty, przecież mnie znasz. Pytam z ciekawości. Okej spadam, bo tata wrócił. Pa ;* - odpowiedziała Amandzie, która nie wyczuła ile ściemy podesłała jej właśnie Jen.
Wyłączyła komputer i poszła do łazienki. Wzięła żyletkę taty i.. zaczęła. Na początku powoli wzdłuż nadgarstka. Krew ciekła swobodną ścieżką. Trochę kręciło jej się w głowie, tak jak rano. Wyryła literę C. i wytarła rękę. Resztę dnia np. przy obiedzie lub przy kolacji miała na sobie bluzę więc rodzice nic nie zauważyli. Poszła spać znowu płacząc. Nie chciała się zabijać, tylko zmniejszyć ból po stracie Carla. Bolało ją to, co robił. Całowanie się z jej byłą przyjaciółką na jej oczach. Przesadził. Chwilę jeszcze nad tym myślała, ale sen wygrał. Zasnęła.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz