18 lutego 2012 r.
Sobotni poranek zaczął się deszczowo. Rutyna Jen trochę ją przytłaczała. Codziennie to samo. Wstać, zjeść śniadanie, umyć się i ewentualnie włączyć komputer. Denerwowało ją to, ale nie chciała niczego zmieniać. Oddała się w tak zwane "co ma być to będzie". Włączyła skejpa i w tym czasie pościeliła łóżko. Poczekała na charakterystyczny dźwięk wiadomości. Carl - pomyślała. Szybko podbiegła do biurka. Tak to był on, ale dziwnie zaczął. Zazwyczaj pisał "cześć :*" albo "siemka :*". Czasem dodawał "kochanie", "skarbie" albo "słoneczko". Dziś nie. Coś się stało. Odpisała tak samo jak on, zwykłe i głupie "cześć" nic więcej. Czekała, aż odpowie. Zobaczyła mały ołóweczek, który zaczął się poruszać. Carl rozpoczął.
- Wiesz, że cię bardzo kocham... i zawsze tak będzie Jennifer.
- Wiem, ja ciebie też... ale? - nie chciała żeby odpisał. Nie chciała, żeby ją zranił. Bała się bólu. Przeczuwała najgorsze, ale nie mogła na to nic poradzić.
- Przejdę do sedna, wtedy oby dwoje będziemy mniej cierpieć. Chodzi o to, że powinniśmy sobie dać trochę czasu. Po ostatnich wydarzeniach oboje jesteśmy dość zmęczeni, przybici i smutni.
- No raczej nie z mojej winy.
- Nie ustalajmy winy, okej? Może po prostu nie jest nam pisane.
- Sam na to wpadłeś czy ktoś ci doradził? Carl nie poznaje cię, przecież wczoraj..
- Tak, wczoraj było miło. Potrzebowałem tego, ty pewnie też, ale przemyślałem to. Stwierdziłem, że to był błąd.
- Nasza miłość to błąd?
- Nie o to mi chodziło.
- Wiem o co ci chodziło...
- Nie bądźmy wrogami, przecież możemy się przyjaźnić.
- To zrywasz, czy dajemy sobie czas? Wiesz, trochę się chyba pogubiłeś.
- Zobaczymy jak to się potoczy.
- Nie jestem zabawką, którą odstawia się na półkę po zabawie, a potem sobie o niej przypomina i znów się nią bawi. Dziękuje za taki związek.
- Jak chcesz. Ja idę narka.
- ... cześć.
Nic już nie rozumiała. Usiadła na podłodze, przykryła się kocem i zaczęła płakać. Zastanawiała się czy to jej wina? Czy to ona do tego wszystkiego doprowadziła? A może to sprawka Lexi? Nie, nie mogę jej o wszystko obwiniać - sprowadziła swoje myśli do realnego myślenia. To nie jej wina, przecież Carl mówił, że się tylko przyjaźnią? Zaraz, przecież mi też mówił, że mnie kocha.. widocznie kłamał w oby dwóch sprawach. Nie była już taka silna jak się jej wydawało. Poległa. Jak można tak mocno cierpieć przez jednego człowieka? Sprawić, żeby ktoś, aż tak rozpaczał.. to nie ludzkie. Czy on nie ma serca? "Możemy się przyjaźnić" komu on wciska takie teksty, dziecku ze żłobka? Oh Gad totalna porażka. Niech ten dzień się już skończy. Skuliła się i zasnęła. Mama obudziła ją o szesnastej na obiad, ale Jen nie chciała jeść. Nie była w stanie. Żaden kęs nie przeszedł by jej przez gardło. Mama jednak nie dała za wygraną i przyniosła jej do pokoju frytki z surówką. Zjadła. Głód nie dawał jej racjonalnie myśleć. Po całym tym dniu wieczorem miała dość. Nie włączyła skejpa. Oglądała film, jakieś romansidło. Płakała, ale przynajmniej miała wymówkę z jakiego powodu. Nie wytrzymała. Weszła na skejpa, ale ustawiła sobie status niewidoczny. Jej uwagę zwróciła tylko jedna rzecz - opis Carla "No i po". Może to nie do mnie - pomyślała. Może chodzi o coś innego. Zwątpiła widząc opis Lexi "nareszcie :*" . Zsunęła się z krzesła. Wyłączyła komputer. Wzięła słuchawki, telefon i poduszkę. Położyła się wtulając w pościel. Zasnęła. Nie chciała o tym myśleć. To było ponad jej siły.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz