sobota, 16 lutego 2013

14

22 lutego 2012 r.

Jen. trudno było wstać, ogarnąć się i wyjść do szkoły. Zmusiła się tylko ze względu na mamę, która prosiła, żeby córka nie robiła scen. Tym razem przyszła po nią Roxane. Pocieszała ją, mówiła, że oglądała film, w którym była podobna sytuacja. Jen. próbowała słuchać, ale jej myśli odbiegały gdzieś dalej.  Bała się, że ktoś zauważy jej okaleczenie. Nie chciała żeby to był Carl, bo była pewna, że ją wyśmieje. Miała to gdzieś. Bardziej bała się reakcji Natalie, Cath i Amandy. Rox stanęła. Popatrzyła prosto na Jennifer i mocno ją przytuliła. Będzie dobrze - szepnęła. Nie przejmuj się tym tak. Łatwo powiedzieć, komuś kto ma to w dupie, bo to nie on ma taką sytuacje. Weszły do szkoły, było ciepło więc Rox zostawiła swoją bluzę w szafce, Jen oczywiście tego nie zrobiła. Nie mogła.Wszystko by się od razu wydało. Kiedy przyszły pod klasę, Amanda szybko podbiegła do Jen. Zabrała ją do ubikacji, a że była od niej silniejsza, to szybkim ruchem podciągnęła jej rękaw. Zobaczyła ranę. Wyciągnęła z torebki plaster i zakleiła rękę Jen. Milczały. W końcu Amanda wybiegła z ubikacji, a Jen osunęła się po ścianie. Zaraz w-f jak ja zakryję tę rękę? Co zrobię jeżeli pani Salli to zauważy? - trochę się bała, ale wstała i wyszła. Poprawiła włosy i poszła pod aulę. Usiadła na ławce koło Catherine, która nic nie wiedziała o jej ręce. Podszedł do niej Carl, przyklęknął, wyglądał jakby dopiero co się z kimś pobił.
- Słuchaj Jen, Amanda powiedziała mi co sobie zrobiłaś. Właśnie mnie ochrzaniła i to nieźle. To przeze mnie? - głupio zapytał, chociaż dobrze znał odpowiedź. 
- Nie twoja sprawa, odejdź.
- Pokaż mi rękę Jennifer. Natychmiast. Muszę to zobaczyć. - szarpnął ją za rękę, chciał podciągnąć rękaw, ale Jack go odepchnął.
- Nie masz prawa jej już dotykać. - krzyknął i powalił Carla na ziemię.
- Spokojnie koleś, chciałem tylko zobaczyć dzieło małej Jen.
- Wal się! - odpowiedziała i skierowała się w stronę szatni.
- Pilnuj się koleś, mam cię na oku. Już się nie przyjaźnimy. Spadaj stąd i nie zbliżaj się do niej. Kumasz? - Jack już nawet nie słuchał jak cwaniakuje mu Carl, wiedział, że nie zawahał by się mu przyłożyć. 
Jennifer na w-f ćwiczyła w bluzie, twierdziła, że jest jej zimno. Powiedziała swoim dziewczyną z Ekipy, co zrobiła. Obiecała, że więcej się nie potnie. Żałowała. Wieczorem, kładąc się spać, z szerokim uśmiechem powiedziała sama do siebie "Zaczynam nowe życie. Bez niego. Będzie dobrze." Zgasiła światło i poszła spać.

piątek, 15 lutego 2013

13

21 lutego 2012 r.

Jennifer czuła się okropnie już od rana. Miała zawroty głowy i bolał ją brzuch. Nie chciała iść do szkoły, ale mama jej nie pozwoliła zostać w domu. Powiedziała to swoje "Nie ma mowy, to pewnie, dlatego, że zbliża ci się miesiączka. To normalne w twoim wieku" i człowiekowi od razu robiło się jeszcze gorzej. Poszła. Z wysoko podniesioną głową. Wydawała się taka naładowana pozytywną energią, że nawet Carl zdziwił się, gdy zobaczył ją taką promienną. Rzucił jej bezczelne "Cześć" uśmiechnął się i poszedł. Pewnie do Lexi, ale ona udawała w ogóle nie zainteresowaną tym co się wokół niej dzieje. Była w innym świecie, świecie bez cierpienia. Lubiła swoje zatracanie się w marzeniach. Swoim nastrojem zaniepokoiła i zwróciła uwagę Natalie, dla której wydało się to dziwne. 
- Zerwał z nią chłopak, a ona jest szczęśliwsza niż jakikolwiek inny szary człowieczek? - zapytała wcale nie zainteresowaną tym co do niej mówi Viki.
- Widocznie wzięła sobie do serca słowa z wczorajszego zdjęcia na fejsie "Głowa do góry. Pokaż mu co stracił." Nie martw się o nią. Da sobie radę.
- Myślę, że ona może coś brać. 
- Masz na myśli narkotyki? Przesadzasz Natalie. To nie jest jakaś patologia, to nasza Jennifer. Ona i prochy? Może to ty nie myślisz trzeźwo, daj na luz.
- Ciebie w ogóle nie interesuje życie twojej przyjaciółki? Liczyłam, że mnie zrozumiesz. Jak zwykle się przeliczyłam. - Nat zabrała torbę i poszła w stronę biblioteki.
- Natalie zaczekaj, nie chciałam, żebyś tak to zrozumiała... Natalie! Przepraszam. - wołała za nią, ale było już za późno. "Ona szybciej chodzi niż ja biegam" pomyślała Viki. 
Kiedy Nat wróciła pod klasę, Viktori już nie było. Pewnie poszła poszukać mnie w bibliotece - pomyślała. Podchodząc do Jen straciła całą wiarę w siebie. Podejrzewała, że to może mijać się z prawdą, jej podejrzenia mogą być zbyt drastyczne, a co gorsza podsunąć jakiś chory pomysł Jen. Nie chciała myśleć o konsekwencjach, musiała zapytać.
- Hej - pocałowały się w policzek. - Mam do ciebie poważne pytanie i liczę na poważną i prawdziwą odpowiedź.
- Okej. 
- Bierzesz coś? Jakieś narkotyki, tabaka, cokolwiek? Muszę wiedzieć. 
- Słucham? Co to za brednie? Znowu jakieś plotki na mój temat. Szlag by to trafił. Nie nic nie biorę, nie wciągam, nie połykam. Nie zażywam alkoholu i nie palę papierosów, mamo!
- Uf.. - odetchnęła Nat z ogromną ulgą. - Przepraszam, ale twój dobry humor trochę zbił mnie z tropu.
- Jakiego tropu? Po prostu próbuje nie zwracać uwagi na moje cholernie bez sensowne życie i tyle. Skoro cię to zaniepokoiło to znaczy, że idzie mi świetnie.
- Nie żartuj, chyba nie wiem co to znaczy mieć bezsensowne życie moja droga. Nie myśl tak, bo inni mają o wiele gorzej. Sytuacje ludzi na świecie są o wiele trudniejsze i nie narzekają.
- Dobra, dobra. Spokojnie. Już okej. 
Przerwa obiadowa. Natalie i Viki poszły na obiad. 
- Przyjdźcie do nas jak zjecie. - zawołała Catherine. - Będziemy tam gdzie zawsze.
Miała na myśli oczywiście miejsce przy dużym kaloryferze z drewnianą obudową. Przesiadywały tam z Jen zawsze. Rozmawiały i nabijały się z Elizabeth i Alison jak szczerzą się i posyłają słodkie całuski do Masona i Lucasa. 
- Jennifer jak się czujesz? - zapytała Catherine wyciągając drugie śniadanie. - Chcesz? Mam chleb z nutellą. 
- Czuję się dobrze. - kłamała. - Zjadłabym, ale mam swoje. Szyneczka i ogórek w zestawie. - zachichotała.
- Ojj nie patrz idzie Carl z Lexi. Po prostu udawajmy, że nie istnieją. - ostrzegła Cath.
- Proszę cię to szkoła, miejsce publiczne, mam prawo patrzeć na każdego. - spojrzała. No nie. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Carl całował się z Lex. Wokół nich zgromadziła się spora grupka dziewczyn z drugiej gimnazjum krzyczących "Gorzko, gorzko słodziaki." Jen odwróciła wzrok, udała, że wszystko okej i zaczęła jeść swoje śniadanie. Catherine nic nie powiedziała. Siedziały w ciszy... [ Powrót do domu] okazał się dość ciężki. Jennifer potykała się o kamienie, które były trudne do zauważenia przez pojawiające się masowo łzy w jej oczach. Weszła do domu, nikogo nie było. Tym razem zrobiła to. Pocięła się. Zapytała Amandę na skejpie czy robiła to żyletką. Ona powiedziała, że "tak", ale ostrzegła, że jak zobaczy ślady cięć na ręce Jen to jej jutro nie odpuści i coś jej zrobi. 
- Nie no co ty, przecież mnie znasz. Pytam z ciekawości. Okej spadam, bo tata wrócił. Pa ;* - odpowiedziała Amandzie, która nie wyczuła ile ściemy podesłała jej właśnie Jen.
Wyłączyła komputer i poszła do łazienki. Wzięła żyletkę taty i.. zaczęła. Na początku powoli wzdłuż nadgarstka. Krew ciekła swobodną ścieżką. Trochę kręciło jej się w głowie, tak jak rano. Wyryła literę C. i wytarła rękę. Resztę dnia np. przy obiedzie lub przy kolacji miała na sobie bluzę więc rodzice nic nie zauważyli. Poszła spać znowu płacząc. Nie chciała się zabijać, tylko zmniejszyć ból po stracie Carla. Bolało ją to, co robił. Całowanie się z jej byłą przyjaciółką na jej oczach. Przesadził. Chwilę jeszcze nad tym myślała, ale sen wygrał. Zasnęła. 





12

20 lutego 2012 r.
Tego ranka po Jennifer przyszła Catherine. Miały pogadać o piątkowej dyskotece, ale Cath widziała, że jej przyjaciółkę coś dręczy.
- Kochanie wszystko w porządku? 
- Ta.. NIE. Nic nie jest w porządku rozumiesz? - rozpłakała się. - Carl ze mną zerwał, powiedział, że potrzebujemy czasu, ale to tylko blef. Skończył ze mną...
- Ojej Jen nie płacz. - Cath wyciągnęła z torby chusteczki i podała jej. - Mówiłam ci, że to palant. Wszyscy ci mówili. Miłość nie sługa, ale teraz najważniejsze jest to, że jestem przy tobie, słyszysz? Damy radę. Musisz tylko być silna i nie zależna. Jakoś przeżyjesz. To nie pierwszy i nie ostatni, zaufaj mi.
- Ale ja go kocham do jasnej cholery. - wtuliła się do Catherine i łkała. Łkała jak małe dziecko, któremu zabrano ulubionego lizaka. Nie mogła się ogarnąć, ale w końcu musiały iść do szkoły.
- Już okej? Musisz mu pokazać co stracił. Pożałuje i wróci, zobaczysz.Weszły do szkoły. Na przerwie obiadowej podbiegła do nich Amanda.
- Mam telefon Carla. Poszedł na obiad i dał mi posłuchać piosenek.
- No i? - zapytała bez żadnych emocji Jen.
- No i? Możemy przeczytać jego wszystkie sms'y.
Ta myśl wydała się Jennifer okrutna. Naruszała prywatność Carla. Nie chciała tego robić, ale strasznie ją korciło. Amanda już wchodziła w skrzynkę odbiorczą. Zauważyły pełno wiadomości od Lexi. Amanda jechała do samej góry długą i nie kończącą się strzałką. Zajęło im to jakieś 5 min. zanim dojechały do początku. Sms'y były porażające. "Śpij dobrze kotku ;* Do jutra." "Kochanie, wszystko będzie ok, jutro będzie inaczej. Lepiej." - wszystkie odpowiedzi na wiadomości wysłane od Carla "Ale ja ją kocham. Nie chcę tego kończyć. Nie kładź mi do głowy tego, że mnie zdradza. Wiem, że tego nie robi." Więcej nie przeczytały, bo podbiegł Carl. Wyrwał telefon Amandzie, zmierzył wzrokiem Jennifer. To były najgorsze sekundy jej życia. Podeszła do niego Lexi, objął ją i z uśmiechem odszedł, obejmując ją. 
- Czy on nie ma serca? - z oburzeniem odezwała się Amanda.
- Widocznie nie ma.. - Jen objechała po ścianie i usiadła. Podkuliła nogi i włożyła między nie głowę. - Zostaw mnie samą Amando. Proszę..
Amanda odeszła. Jen została sama. Nie chciała już żyć. Wracając do domu myślała o tym wszystkim. Chciała zrobić coś, czego nie powinna. Powstrzymała się, zjadła obiad, potem kolacje i poszła spać. Miała już wszystko gdzieś. 


11

19 lutego 2012 r.
Było po dziesiątej, kiedy Jen się obudziła. Próbowała sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło.. a tak. Zerwał. Włączyła komputer i odpaliła fejsa. Zdjęcia Elizabeth i Nelly. Jakie to urocze. O Oliver, Matt i Lucas polubili jej zdjęcie - norma. Włączyła piosenki Taylor Swift, jak zwykle kiedy miała doła. Zanim zmieniła status na skejpie usunęła Carla ze znajomych. Nie chciała, żeby przypominał jej o swoim istnieniu po tym co między nimi zaszło. Ciągle sobie przypominała te ekscesy w jej klatce. No tak, łatwiej wybaczyć niż zapomnieć. Pamiętać będziemy zawsze. Ustawiła sobie opis ":(" i od razu napisał do niej Andy i Martin. Oby dwoje pytali o co chodzi, Andy jej współczuł, a Mart się ucieszył. Nie lubił Carla i wiedział jaki z niego dupek. Szkoda, że go wtedy nie posłuchałam - pomyślała z wielkim żalem Jen. Potem odezwał się do niej Christopher. 
- Słyszałem, że Carl z tobą zerwał. To prawda?
- Skoro tak słyszałeś..
- Słuchaj Jennifer, ja na prawdę cię lubię i jeżeli to przeze mnie to bardzo przepraszam, ale nie chciałem, żebyś sobie coś wyobrażała. My się tylko przyjaźnimy, nic więcej. 
- Wiem. Do jasnej cholery czy wy zawsze musicie myśleć w jeden sposób? "Jestem zajebisty, traktuje mnie jak przyjaciela, pewnie coś do mnie czuje." Chyba nie, wielkie sorry.
- Nie tak to chciałem ująć, ale to miałem na myśli. Przepraszam, widocznie jestem takim samym dupkiem jak Carl.
- Nie prawda!
- Wybacz, ale muszę kończyć, cześć. Nie pisz do mnie.
- Słuchaj nie chciałam być, aż tak szczera, ale wiesz.. za szczerość nie przepraszam. Trzymaj się.
Potem Chris się już nie odezwał. Jen całą niedziele spędziła u cioci w górach. Lubiła tam jeździć, wyciszyć się. Miejsce bez internetu, telefonu, telewizora i problemów było najlepszym rozwiązaniem. Cieszyła się chłodnym powietrzem, które otaczało ją na świeżo pomalowanej werandzie. Bujany fotel, koc i gorąca czekolada - raj. Znalazła u cioci w biblioteczce ciekawą książkę o zwierzętach, które łączą się w parę na całe życie. Ciekawe. Wieczorem wróciła do domu z zapasem ciasta, które przygotowała dla niej ciocia Dżennis. Smakowało wybornie. Wchodząc do domu już ułożyła sobie plan. Umyć się, spakować, pomodlić o przeżycie jutrzejszego dnia i iść spać. Misja zakończona. 



10

18 lutego 2012 r.

Sobotni poranek zaczął się deszczowo. Rutyna Jen trochę ją przytłaczała. Codziennie to samo. Wstać, zjeść śniadanie, umyć się i ewentualnie włączyć komputer. Denerwowało ją to, ale nie chciała niczego zmieniać. Oddała się w tak zwane "co ma być to będzie". Włączyła skejpa i w tym czasie pościeliła łóżko. Poczekała na charakterystyczny dźwięk wiadomości. Carl - pomyślała. Szybko podbiegła do biurka. Tak to był on, ale dziwnie zaczął. Zazwyczaj pisał "cześć :*" albo "siemka :*". Czasem dodawał "kochanie", "skarbie" albo "słoneczko". Dziś nie. Coś się stało. Odpisała tak samo jak on, zwykłe i głupie "cześć" nic więcej. Czekała, aż odpowie. Zobaczyła mały ołóweczek, który zaczął się poruszać. Carl rozpoczął. 
- Wiesz, że cię bardzo kocham... i zawsze tak będzie Jennifer.
- Wiem, ja ciebie też... ale? - nie chciała żeby odpisał. Nie chciała, żeby ją zranił. Bała się bólu. Przeczuwała najgorsze, ale nie mogła na to nic poradzić.
- Przejdę do sedna, wtedy oby dwoje będziemy mniej cierpieć. Chodzi o to, że powinniśmy sobie dać trochę czasu. Po ostatnich wydarzeniach oboje jesteśmy dość zmęczeni, przybici i smutni.
- No raczej nie z mojej winy.
- Nie ustalajmy winy, okej? Może po prostu nie jest nam pisane.
- Sam na to wpadłeś czy ktoś ci doradził? Carl nie poznaje cię, przecież wczoraj..
- Tak, wczoraj było miło. Potrzebowałem tego, ty pewnie też, ale przemyślałem to. Stwierdziłem, że to był błąd.
- Nasza miłość to błąd?
- Nie o to mi chodziło.
- Wiem o co ci chodziło...
- Nie bądźmy wrogami, przecież możemy się przyjaźnić.
- To zrywasz, czy dajemy sobie czas? Wiesz, trochę się chyba pogubiłeś.
- Zobaczymy jak to się potoczy.
- Nie jestem zabawką, którą odstawia się na półkę po zabawie, a potem sobie o niej przypomina i znów się nią bawi. Dziękuje za taki związek.
- Jak chcesz. Ja idę narka.
- ... cześć.
Nic już nie rozumiała. Usiadła na podłodze, przykryła się kocem i zaczęła płakać. Zastanawiała się czy to jej wina? Czy to ona do tego wszystkiego doprowadziła? A może to sprawka Lexi? Nie, nie mogę jej o wszystko obwiniać - sprowadziła swoje myśli do realnego myślenia. To nie jej wina, przecież Carl mówił, że się tylko przyjaźnią? Zaraz, przecież mi też mówił, że mnie kocha.. widocznie kłamał w oby dwóch sprawach. Nie była już taka silna jak się jej wydawało. Poległa. Jak można tak mocno cierpieć przez jednego człowieka? Sprawić, żeby ktoś, aż tak rozpaczał.. to nie ludzkie. Czy on nie ma serca? "Możemy się przyjaźnić" komu on wciska takie teksty, dziecku ze żłobka? Oh Gad totalna porażka. Niech ten dzień się już skończy. Skuliła się i zasnęła. Mama obudziła ją o szesnastej na obiad, ale Jen nie chciała jeść. Nie była w stanie. Żaden kęs nie przeszedł by jej przez gardło. Mama jednak nie dała za wygraną i przyniosła jej do pokoju frytki z surówką. Zjadła. Głód nie dawał jej racjonalnie myśleć. Po całym tym dniu wieczorem miała dość. Nie włączyła skejpa. Oglądała film, jakieś romansidło. Płakała, ale przynajmniej miała wymówkę z jakiego powodu. Nie wytrzymała. Weszła na skejpa, ale ustawiła sobie status niewidoczny. Jej uwagę zwróciła tylko jedna rzecz - opis Carla "No i po". Może to nie do mnie - pomyślała. Może chodzi o coś innego. Zwątpiła widząc opis Lexi "nareszcie :*" . Zsunęła się z krzesła. Wyłączyła komputer. Wzięła słuchawki, telefon i poduszkę. Położyła się wtulając w pościel. Zasnęła. Nie chciała o tym myśleć. To było ponad jej siły.



poniedziałek, 11 lutego 2013

9

17 lutego 2012 r.
Piątek. Wszyscy żyli już weekendem, nikomu nie chciało się uczyć, ale sporo osób przyszło do szkoły. Było dosyć ciepło na tę porę roku. Łagodny wiatr wiał w twarze obojętnych gimnazjalistów. Jennifer obudziła się dosyć wcześnie. Zrobiła śniadanie dla mamy, taty i siostry, która miała zabrać mamę na zakupy. 
- Harriet zaraz przyjedzie. - zaspana mama krzyknęła do taty, który lekko skinął głową. 
- Mamo nie zapomnij o śniadaniu. 
- Dziękuje Jennifer. 
Pożegnały się, a Jen jak co ranka wyruszyła do szkoły. Carla znowu nie było pod klasa, zostawił torbę i znów gdzieś poszedł. Po wczorajszej rozmowie i tym co zaszło u niej, była szczęśliwa i ufała mu. Przywitała się z Catherine i Sandrią, które przyszły tak wcześnie jak ona. 
- Lekcje dopiero za pół godziny, ale nie mogłam się oprzeć i nie przyjść porozmawiać z tobą Jen. Opowiedz mi co teraz z Lexi? - Sandria jak zwykle nachalnie pytała o każdy szczegół życia Ekipy. To stawało się już uciążliwe i wkurzające. Natalie wiele razy mówiła jej, że powinna przestać być taka nie dojrzała, ale ona ciągle w swoim świecie. Komputer i gry. 
- Wiesz, nie mam zamiaru rozmawiać i zadawać się z osobą, którą traktowałam jak siostrę. Teraz jest dla mnie nikim.
Mówiła szczerze. Każde złe zdanie o Lexi przysparzało ją o taką niechęć do samej siebie. Może to z powodu ogromnej sympatii do nowo poznanej koleżanki nie zauważyła tego jaka ona jest na prawdę? Sama już nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Jednak mimo wczorajszych wydarzeń, zza rogu zobaczyła uśmiechniętą Lexi u boku Carla. Kiedy zobaczyli Jen, pożegnali się i rozdzielili. 
- Rozmawiacie ze sobą? - niepewnie zapytała go Jennifer, kiedy podszedł. 
- Oj kotuś, no nie bądź zazdrosna.
- Zazdrosna? Ona wczoraj chciała rozwalić nasz związek, skłócić nas ze sobą, a ty twierdzisz, że jestem zazdrosna?
- Nie dawno chciałaś mnie zostawić dla Martina, potem Philipa i Johnego, a ostatnio dla Chrisa. Nie uważasz, że to trochę nie fair? Skoro ty masz "przyjaciół" to ja mam przyjaciółkę.
- Okej, nie musisz się unosić. Po za tym, moi przyjaciele nie niszczą nam związku. 
Odeszła. Czuła, że zaraz uroni łzę. Nie chciała przy nim płakać, pokazywać bezsilności. Chciała tylko, żeby była dla niego jedyną, a nie jedną z wielu. Wszystko wymykało się spod kontroli. Kłótnie, wieczne sprzeczki. Nie dawała rady. Wykańczała się fizycznie i psychicznie. Myślała o najgorszej opcji odreagowania, ale nie dała za wygraną. Paliła kiedyś jednego papierosa, może dwa, ale to nie był nałóg. Nie smakowało jej to, ani nie odstresowywało. 
Wiedziała, że nie może palić. Carl tego nie pochwalał, a ona sama robiła to tylko jak nie dawała już sobie sama rady. Czas w szkole znów przeleciał strasznie szybko. Przetrwała. Nie rozmawiała już potem z Carlem, on zresztą na każdej przerwie był z Lexi, swoją jak to określił "przyjaciółką". Może faktycznie przesadzała? Może tylko się przyjaźnią? Nie wytrzymała. Musiała z kimś porozmawiać. Na szczęście Natalie była w pogotowiu. Rozmawiały, rozważały różne opcje.  W każdym razie ta rozmowa przyniosła wiele dobrego. Podtrzymała Jen na duchu. Stwierdziła, że nie ważne co się stanie, ona będzie walczyć. O prawdziwą miłość i uczucie tak mocne do drugiego człowieka - zawsze warto. Podjęcie takiego ryzyka ,odrzucenia i cierpienia, przerażało ją, ale była gotowa się poświęcić. Dla miłości wszystko - powiedziała sobie wracając do domu. Rzuciła torbą, zjadła obiad z rodzicami i Harriet. Potem oby dwie rozmawiały na ten temat, zwierzyła się jej pierwszy raz z takiej ważnej sprawy. Siostra rozumiała ją najlepiej. Miała już męża i córeczkę, ale zawsze znajdywała czas dla Jen. Kochały się. Zawsze trzymały się razem, od małego. Wiek Harriet nie przeszkadzał im w zrozumieniu teraźniejszych problemów nastolatków. Stwierdziła, że w miłości zawsze jest tak samo. Dwie osoby się kochają i nie ma znaczenia jakie są czasy. Starożytność, średniowiecze czy obecna chwila. Uczucie było, jest i będzie najważniejsze. Uśmiechnęły się i każda wracała powoli do swoich obowiązków. Harriet do córki i męża, Jennifer do nauki, kolacji i spania. Sen jest najlepszy na smutki - pocieszał ją tata. Dobrze, że mam takiego tatę, myślała sobie przed snem. Byli bardzo zżytą rodziną, nic więcej się nie liczyło, tylko oni.. dlaczego? Ponieważ Oni byli zawsze. Mimo wszystko. Zawsze. 




8

16 lutego 2012 r.
Kolejny ciężki dzień szkoły. Całe szczęście był czwartek, a Jen uwielbiała czwartki. Przemijały krótko, a potem tylko 1 dzień i weekend. Wstała z pozytywnym nastawieniem. Dobry humor towarzyszył jej przez cały czas w drodze do szkoły. Dzień jak każdy inny - pomyślała otwierając drzwi gimnazjum. Dziwnie się czuła, jakby zaraz miało stać się coś złego. Poszła pod klasę. Na pierwszej lekcji miała matematykę, więc zazwyczaj inni przychodzili na 8.50 i nikt się nie zjawiał. 
Z daleka zobaczyła machającą Catherine, obok której stała zdenerwowana Natalie i Sonja. W ich oczach był zauważalny strach. 
- Cześć dziewczyny. Coś się stało? Wyglądacie przerażająco. - bała się zapytać, spodziewała się najgorszego. Nie poprawka. Wcale nie miała pojęcia czego się spodziewać. 
- Jennifer, to ci się nie spodoba. Lexi okazała się zwykłą szmatą. Rozniosła plotkę po całej szkole, nie wiedziałyśmy jak zareagować. - roztrzęsiona Sonja przytuliła Jen i błagalnym wzrokiem poprosiła o cierpliwość i wysłuchanie.
- No więc co to za plotka?
- Chodzi o to, że... - i tu Natalie urwała. Nie miała pojęcia jak przekazać Jen tą wiadomość, nie chciała zranić przyjaciółki, ale ktoś musiał powiedzieć jej prawdę.   - Ta plotka jest o tobie. Lexia powiedziała Carlowi o twoim wczorajszym pocałunku z Chrisem. - dokończyła Sonja.
- Co? - zdenerwowana dziewczyna, aż poczerwieniała ze złości. - Ja przecież się z nim nie całowałam. Dlaczego ona tak powiedziała? Nie, ja to muszę wyjaśnić, gdzie jest Carl?
- Spokojnie. Nie wiemy czemu to zrobiła, ale chyba wiadomo. Po prostu chce Carla dla siebie. Chce ci go odebrać. Po za tym wierzę ci, bo znam cię nie od dziś. 
Jak kochasz to nie zdradzasz, proste i logiczne. - Stanowczo stwierdziła Catherine.
- Carl bardzo się zdenerwował, chłopcy uspokajają go w ubikacji. - dodała Sonja.
To był już szczyt wszystkiego. Nie dość, że ledwo udało się nam ustabilizować, to jeszcze pech wycelował w mój związek. Świetnie. 10 wdechów i będę spokojniejsza. Po kilku minutach Carl wyszedł. Był zdenerwowany, szybkim krokiem do niej podszedł. Bała się, że coś jej zrobi, że ze złości ją uderzy.
On jednak mocno ją przytulił, pocałował tak, że zabrakło jej tchu i powiedział "Kocham Cię kurwa. W nic nie uwierzę. Ufam tylko tobie." Tyle jej wystarczyło. Ona sama wiedziała dobrze na czym stoi. Pierwszy poważny związek w jej życiu, prawdziwa miłość. Wiedziała, że ktoś będzie chciał jej to odebrać. Teraz nie liczyło się już dla niej nic. Żadne plotki i knucia. Sprawę z Lexi miała zamiar zostawić swojej Ekipie. Nie nasyłała ich, nie musiała. Kiedy Carl obejmował ją i całował, dziewczyny od razu udały się do Lexi. 
- Siemanko Lexi. A może podstępna suko? - Catherine nie owijała w bawełnę. Stanowczo i zrozumiale postawiła sprawę. 
- Ee.. o co wam chodzi? 
- Skarbie, przestaniesz puszczać ploty na moją przyjaciółkę i jej chłopaka, jeżeli nie to porozmawiamy inaczej kapujesz? 
- Ja zawsze mówię prawdę. A zresztą co mi zrobicie?
- Uważaj sobie. My na razie uprzedzamy i informujemy, bo to, że masz mamusie nauczycielkę to nas jakoś nie rusza. W tej szkole, zresztą nie rusza to nikogo, chyba, że nauczycieli, którzy widzą cię przez to lepszą. Odpieprz się od Jen i Carla, tyle w tej kwestii.
Natalie i Sonja nie zdążyły nawet nic powiedzieć, Cath przejęła tę sprawę i potraktowała bardzo poważnie. Śmiała się potem z Lexi, że jak do niej mówiła to miała płaczki w oczach. Trochę przesadziła - wiedziała to, ale jej Ekipa obchodziła ją bardziej niż jakaś zakłamana panna. Jennifer, nie wiedziała, dlaczego Carl tak szybko jej uwierzył. Całe szczęście Jack rozwiał jej podejrzenia i przeczucia.
- Jen, nie wiem co odbiło Lexi, ale wstawiłem się za tobą. Uspokoiłem Go, a potem powiedziałem, że byłem tam z wami. Christopher był na mnie trochę wkurzony, że wam przerwałem rozmowę, ale mi to wybaczył. Carl przynajmniej się uspokoił, bo zapewniłem go, że nic takiego nie miało miejsca. 
- Faktycznie, zapomniałam, że byłeś tam z nami. Byłam zbyt zasłuchana w opowieściach Chrisa. Bardzo ci dziękuje, za pomoc i za prawdę. 
- Nie ma za co, trzymaj się. 
Jennifer przeżyła dzień w szkole. Po lekcjach Carl odprowadził ją do klatki, weszli do słabo oświetlonego pomieszczenia. Przytulił ją, oparł o ścianę. Podniósł jej nogę tak jak to robią na filmach. Zaczął ją całować po szyi, próbowała nie wydawać z siebie jęknięć i podnieceń, ale czasami to było silniejsze od niej. Potem ich usta się spotkały, języki połączyły, a ręce błądziły pod bluzkami na gołych ciałach. Uwielbiali takie pożegnania i bezpieczne zbliżenia. Pozwolił jej odejść, a sam poszedł na przystanek. Dotarła do domu, zjadła obiad, odrobiła lekcje i znalazła stary pamiętnik. Zaczęła go czytać, śmiała się ze swoich wpisów, tego jaka była kiedyś, za dziecka. Tego dnia nie włączyła komputera, szybko poszła spać i nie wiedziała, co spotka ją jutro. Czuła, że Lexia już zasiała ziarno nie ufności...